Polski Czerwony Krzyż OddajKrew.pl

 
 
 

Krwawy ślad (2016-09-21)

Fot_14005.JPG


Wolontariusze Polskiego Czerwonego Krzyża w rejonie wodzisławskim jeżdżą z Konwojem Muszkieterów już od ośmiu lat. Pierwsze akcje były nietypowe - w specjalnie przygotowanym namiocie Państwowej Straży Pożarnej, gdyż Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Raciborzu nie posiadało jeszcze ambulansu. Konwój zjawiał się w Rydułtowach i Radlinie. Od ubiegłego roku Konwój Muszkieterów zajeżdża również do Wodzisławia Śląskiego. Akcjom poboru krwi towarzyszy niekiedy rejestracja do bazy potencjalnych dawców szpiku kostnego.


Tegoroczny przejazd Konwoju Muszkieterów wyrył na drogach powiatu wodzisławskiego kolejny, głęboki, krwawy ślad. Muszkieterzy przelewali krew dwukrotnie w Rydułtowach, a także w Radlinie i Wodzisławiu Śląskim. W sumie pozyskano ponad 62 litry krwi od 139 krwiodawców. Śmiałków chętnych do jej przelewania było jak zwykle o wielu więcej, jednak nie wszystkich dopuszczono do pospolitego ruszenia. Przez poborowe sito przeszło 169, jednak 30 kolejnych „poległo” jeszcze przed dotarciem na pierwszą linię frontu (lub na niej). Ci, którzy przetrwali tę bitwę o życie i zdrowie innych, cieszyli się prawdziwym zwycięstwem, bo na nich spoczęła największa chwała. W zwycięskich szeregach wyróżniło się również 9 Muszkieterów. 40 fartownych, oprócz tradycyjnych łupów w postaci pakietu słodyczy, napojów i drobnych gadżetów, wyniosło z pola chwały nieźle wyposażone apteczki z insygniami organizatorów.


Pokłosiem tej batalii było również 17 odważnych, którzy po raz pierwszy w życiu przelali swoją krew. Oni zostali specjalnie wyróżnieni poprzez pasowanie na Honorowego Dawcę Krwi (110 cm strzykawką), otrzymując przy tym pamiątkowe podziękowanie i historyczną już odznakę Honorowego Dawcy Krwi.


Tyle na głównym froncie, ale nie można przecież zapomnieć o sztabie i zapleczu.


Nad prawidłowym przebiegiem każdej bitwy czuwał zawsze 6 ÷ 7 osobowy garnizon ambulansu z RCKiK w Raciborzu, 1 koordynujący Muszkieter, a na przedpolu krzątało się zawsze kilkunastu czerwonokrzyskich emisariuszy z Klubu Honorowych Dawców Krwi PCK przy KWK „Anna” w Pszowie. W Wodzisławiu Śl. zaszczycił nas inspekcją głównodowodzący prezes Bricomarche - Aleksander Matusiak.


Każda bitwa odbywała się według opracowanej strategii. Szef sztabu na mocy dekretu Zarządu Głównego PCK rozsiewał zaczepne ziarnka, wchodząc w układy z Grupą Muszkieterów. Potem od 2 tygodni przed planowaną bitwą rozpuszczał już wici po okolicy. Tudzież nie wahał się wykorzystać do tego procederu sprzymierzeńców w postaciach życzliwych proboszczów okolicznych parafii oraz aparatu bardziej i mniej miejscowej propagandy, a zwłaszcza wirtualnych mediów masowego rażenia, pod kryptonimem www. Asem w rękawie okazało się powołanie patronatów honorowych Starosty Powiatu Wodzisławskiego oraz włodarzy miast: pań Burmistrzów Rydułtów i Radlina oraz Prezydenta Wodzisławia Śl.


W dniu bitwy, z rana, emisariusze Klubu HDK PCK rozbili namioty dla sztabu, poborowych i wracających zwycięzców, osłabionych, a także dla szkolenia w udzielaniu pierwszej pomocy i komórki propagandy. Emisariuszom przydzielano zadania: sanitariuszy, fotoreporterów, naganiaczy, pisarzy, łącznościowców, parzy-kawy. Niektórym też dane było zasiąść z wyciągniętym ramieniem na linii frontu. W tym miejscu należy wspomnieć o naszych dzielnych markietankach, które sprawowały pieczę nad familiami i czeladzią pozostawiona przez frontowców, zabawiając ich w sposób nader humanistyczny, a przy okazji również i one przelewały swoją krew. Po odbytej bitwie wyłaniano kandydatów do wyróżnienia apteczką. Potem pozostało posprzątać pole bitwy i ewakuować sprzęt.


Tegoroczna batalia była trudna nie tylko ze względu na aurę, ale głównie ze względów organizacyjnych. Pomimo teoretycznego wsparcia „Drużyny M” i obietnic Dowództwa ZG, pozbawiono koordynatorów części przewidywanego oręża. Obiecywano większe wsparcie, tymczasem okrojono dotychczasowe na rzecz sztabu wojewódzkiego. W zamian dołożono obowiązków w postaci dodatkowej buchalterii. Mimo to, dzięki ofiarności i kreatywności emisariuszy wyszliśmy z batalii z tarczą. Niestety z roku na rok efekty wykazują tendencję spadkową.


W Wodzisławiu Śl. jeden z szeregowych frontowców nie tylko dzielnie przelał krew, ale całą ekipę i garnizon zaprowiantował lodami, okazując przy tym zainteresowanie przystąpieniem do akcji Dawcom w Darze. Liczymy na niego!
































Komentarze:

Brak komentarzy




« powrót